Ciemna Noc Duszy – Gdy Wszystko Wali Ci Się Na Głowę

Czym jest ciemna noc duszy?

Jest to stan bardzo podobny do depresji, ale nią nie jest.

Do Twojego życia napływa wielka ilość smutku, która często nie wiadomo skąd się wzięła. Czujesz brak głębszego znaczenia tego świata, tak jakbyś był od niego odłączony. Wszystko przestaje mieć sens, brakuje Ci jakiegokolwiek celu w życiu i właściwie nie można nic z tym zrobić. Nie ważne jak bardzo się starasz, ten stan dalej trwa.

Lekarz pewnie zdiagnozuje ten stan jako depresja, ale z moich odczuć i wniosków wielu innych ludzi, ten stan powoduje Twoja dusza, coś wyżej niż Ty. Antydepresanty raczej tutaj nie pomogą.

Ale bez obaw, po przeczytaniu tego artykułu zrozumiesz, że ten stan to tak naprawdę błogosławieństwo i przyniesie Ci wiele korzyści, gdy przez niego przejdziesz.

Skąd się bierze ciemna noc duszy?

Ciemna noc duszy może się pojawić jako wynik szybkiego rozwoju duchowego lub zostać uaktywniona przez zewnętrzne zdarzenie, np. śmierć kogoś bliskiego.

Wygląda na to, że dusza dochodzi już do tak wysokiego etapu, że nie może dłużej żyć w tym ciele, schematach, przyzwyczajeniach, które teraz posiadasz.

Może być też tak, że jakiś czas temu zbudowałeś sobie ideę wymarzonego życia, nadałeś temu dużo znaczenia, konsekwentnie wszystko realizowałeś i nagle uświadamiasz sobie, że to jednak nie ma żadnego sensu, że jest tak naprawdę płytkie.

Twój życiowy plan już nie jest dopasowany do tego, co czujesz i co wiesz o świecie. Świadomość się zmieniła, ale Twoje nawyki i przyzwyczajenia są takie same.

Mimo, że może to być bardzo trudny stan, to gdy wejdziesz w ciemność i spotkasz się z nią, efektem tego będzie nowy stan świadomości.

To coś jak odrodzenie. Ciemna noc duszy to śmierć, którą przeżywasz za życia, a tym co umiera, jest Twoje ego, iluzja w której do tej pory żyłeś.

Przechodził przez to m.in. Eckhart Tolle, autor popularnej Potęgi Teraźniejszości.

Objawy ciemnej nocy duszy

1. Całkowite zawalenie się świata, który do tej pory znałeś

W trakcie tego stanu Twoje ciało i podejście do świata dosłownie się przeprogramowuje. Jest to całkowity upadek Twojego dotychczasowego postrzegania życia.

Na pewno jest to wielka zmiana w Twoim życiu. Ilość nagromadzonych negatywnych emocji przekroczyła masę krytyczną i MUSISZ coś z tym zrobić.

To taki motywator, byś w końcu poszedł w kierunku, w którym czujesz, że powinieneś iść. To moment, w którym nie ma już miejsca na uczucia, ludzi, miejsca, aktywności, które z Tobą nie rezonują. Często nie ma tutaj logiki, ale tak właśnie jest to odczuwane.

Widzę to po sobie. Gdy w mieście czułem się tragicznie, wystarczyło, że wyjechałem na parę dni do natury i już po paru godzinach moje chęci do życia bardzo mocno wzrastały, a kilka kolejnych godzin później, nie było śladu depresji.

Do tej pory znałeś świat z poziomu umysłu, co oznacza, że jest tam masa etykietek, koncepcji, które umysł stworzył, by czuć się bezpiecznie.

“Ten mnie nie lubi”, “Ta jest głupia, bo XYZ” i podobne schematy zbierane przez miesiące czy lata, już nie mogą w Tobie dłużej siedzieć.

To, co nadchodzi, to wyższe zrozumienie świata, w którym nie ma etykietek. Umysł lubi sobie wszystko nazywać i racjonalizować, bo czuje się bezpiecznie, ale wtedy Ty żyjesz w fałszu, w iluzji.

Świat nie wygląda tak, jak widzi go umysł. Świat wygląda tak, jak świat wygląda – bez etykietek i nazywania.

2. Masz wszelkie powody, by być szczęśliwy, ale nie jesteś

Z zewnątrz możesz wyglądać na tzw. “człowieka sukcesu”, który ma rodzinę, przyjaciół, dobrą pracę i często podróżuje. Ale w środku zaczynasz zauważać, że wszystkie zewnętrzne rzeczy dawały Ci tylko tymczasową ulgę, a prawdziwe uzdrowienie odbywa się w środku, w Tobie.

Część Ciebie, która myślała, że zbieranie fizycznych rzeczy da Ci radość – umiera, a Ty powoli zmieniasz swoje nastawienie do świata i zaczynasz robić rzeczy, które wzbogacają i budują nowego Ciebie.

Rzeczy, które kiedyś akceptowałeś, już Ci nie służą i chcesz od nich całkowicie odejść. Nie ważne czy jest to praca, przekonania, związek – czujesz, że trzeba to rzucić raz na zawsze, teraz.

To moment Twojego odrodzenia, gdzie już nie potrafisz dłużej udawać, że wszystko jest OK. To moment, w którym opadają Twoje maski, znika przywiązanie do całej Twojej osoby, do świata który znałeś, do historii i wiedzy, które zaszczepiło w nas społeczeństwo.

3. Zaczynasz spontanicznie się oczyszczać

Zdarzają się momenty głębokiego oczyszczenia, jak wymioty, potrzeba wyrzucenia z siebie dużej ilości energii (np. przez krzyk, bieganie, różne inne sporty), wyrzucanie rzeczy i często przechodzenie na minimalizm. Dosłownie: fizyczny i psychiczny detoks swojego życia.

Może pojawić się cierpienie, które wydaje się nie do przejścia, a jedną z dróg jego uwolnienia jest pozwolenie sobie by go odczuwać.

Odczucie głębokiej, całkowitej pustki, która zaczyna Cię pochłaniać bez końca. Wszelaka ciemność, którą ukrywałeś przed samym sobą od miesięcy czy lat, zaczyna wychodzić na powierzchnię, a Twoim zadaniem jest spotkać się z nią, zaprzyjaźnić, zrozumieć i wyciągnąć lekcje.

4. Czujesz się całkowicie wyczerpany, tak jakby opuściły Cię jakiekolwiek siły do życia

Twoje ciało jest teraz w procesie leczenia i dostraja się do nowych częstotliwości. Najlepsze co możesz zrobić, to pozwolić, by to się pojawiło. I tak się pojawi, bo to część procesu Twojego odrodzenia, dlatego przygotuj sobie ku temu odpowiednie warunki i staraj się tego nie hamować.

5. Przechodzisz przez różnorakie stany – od depresji, po stany euforyczne

To bardzo dziwne, ale mogą być tygodnie, gdzie będziesz czuć całkowitą depresję, brak sensu życia (ale niekoniecznie chęć popełnienia samobójstwa), niechęć do ludzi, imprez, rozrywek, żal czy strach. Te wszystkie niskowibracyjne emocje mogą wychodzić z Ciebie jak lawina, a nagrodą za wypuszczenie ich z Twojego ciała, będą przepiękne stany euforyczne, stany wielkiej, nieopisanej radości z życia.

Możesz doświadczać totalnych zmian nastroju w bardzo krótkim czasie, w tym nieumiejętności podjęcia decyzji czy poczucia zagubienia.

6. Czujesz, że potrzebujesz popracować ze swoim “cieniem”

Każdy z nas ma jakieś ukryte wspomnienia, stłumione emocje w swoim ciele, strach, lęk, które blokują nas przed pójściem dalej. Pójść dalej możesz tylko wtedy, gdy ta nieuświadomiona ciemność wyjdzie na powierzchnię. W innym przypadku ona cały czas tam siedzi i będzie o sobie przypominać, często w najmniej oczekiwanych momentach.

Jeśli zauważasz część z tych objawów u siebie – spokojnie, wszystko idzie w najlepszym kierunku. Bardzo prawdopodobne, że przechodzisz przez proces, który zmieni Twoje życie nie do poznania – w bardzo dobrym znaczeniu tego słowa.

Inne objawy, które można wymienić, to:

  • Niekontrolowany płacz, który często przynosi ulgę
  • Brak apetytu lub objadanie się
  • Poczucie totalnej pustki
  • Brak chęci na seks
  • Ciągoty do alkoholu czy narkotyków
  • Koszmary senne
  • Bóle ciała i narządów, problemy z trawieniem
  • Nie masz pojęcia co się z Tobą dzieje (i skąd to się wzięło)
  • Czujesz potrzebę zmiany swojej pracy i całej ścieżki kariery, bo już nie jest to zgodne z Tobą
  • Czujesz, że powinieneś odłączyć się od wielu ludzi, z którymi kiedyś miałeś relacje, bo już Ci to nie służy
  • Znika u Ciebie zainteresowanie wieloma rzeczami, nawet pasjami, którym kiedyś mocno się poświęcałeś i czerpałeś z nich radość
  • Dochodzisz do wniosku, że wszystko tutaj jest tymczasowe, więc “jaki jest sens tego życia?”
  • Wielka tęsknota za czymś, za jakimś stanem, który trudno zdefiniować

Jak przetrwać ciemną noc duszy?

To, co dzieje się w trakcie ciemnej nocy duszy NIE JEST logiczne. Mimo, że ludzie z zewnątrz uważają, że powinieneś mieć szczęśliwe życie, Ty w tym samym czasie jesteś rozwalany od środka.

Nie opieraj się

Co ciekawe, nie masz nad tym większej kontroli. Im bardziej się temu opierasz, tym bardziej cierpisz. Więc jednym ze sposobów poradzenia sobie z ciemną nocą duszy, jest spotkanie się z tą ciemnością w Tobie i pozwolenie, by się pojawiła.

Zrozum ten stan

Przede wszystkim warto byś zrozumiał co ten stan Ci pokazuje.

Twój szybki rozwój duchowy lub traumatyczne zdarzenie sprawiły, że jesteś zmuszony do zmiany swojego dotychczasowego życia i cała Twoja dusza krzyczy, że tak już żyć nie możesz, że to już z Tobą nie współgra.

Pewna część Ciebie jest niszczona – ta stara skorupa, w której nieświadomie żyłeś masę czasu.  Przechodzili przez to różni mistycy, nauczyciele, szamani na przestrzeni wieków.

Nie bój się tego stanu. Przyjmij go do siebie i weź to, co on ze sobą niesie.

Daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz, nie karć sam siebie za to, że tego doświadczasz.

Czuj wszystko, co przychodzi

W społeczeństwie, szczególnie my mężczyźni, zostaliśmy nauczeni, że nie wolno pokazywać słabości, że “chłopaki nie płaczą” i inne pierdoły, które potem blokują nas przez całe życie.

Staraj się czuć te emocje, które się pojawiają i nie blokuj ich, nie bój się ich. To część Ciebie, która prawdopodobnie długo była blokowana i teraz wydostaje się na powierzchnię.

Pamiętaj, że nie dzieje się to bezcelowo. Twoja dusza nie jest głupia i nie odpaliła tego programu “tak sobie”. Wszystko ma swój cel. Stara część Ciebie umiera, ale druga strona, gdy powstanie z popiołów, będzie znacznie silniejsza.

W tych trudnych momentach często będziesz mieć przebłyski, w których cierpienie, trudy i traumy znikają, a pojawia się prawdziwy obraz świata, stan Samadhi do którego dążyli mistycy na przestrzeni wieków. Ten stan to m.in. poczucie całkowitego połączenia z naturą i życie w tu i teraz, i jest to stan tak piękny, że żadne słowa go nie opiszą.

Miałem taki moment, że kilkunastogodzinny stan ciężkiej depresji wyleczyłem za pomocą Techniki Uwalniania (David Hawkins), czyli skonfrontowałem się z tą emocją, odczułem ją w pełni.

W efekcie, w ok. 3 minuty pozbyłem się stanu depresji i przez kolejne 2 tygodnie już się nie pojawiła.

Pozwól sobie (ego) umrzeć i narodzić się na nowo

Ciemna noc duszy to dobry moment na to, by umysłowo pozwolić sobie (ego, przyzwyczajeniom) umrzeć, a potem narodzić się na nowo, jako nowy Ty.

Warto też wspomnieć o tym, że raczej nie wyleczysz tego lekami ani niczym na zewnątrz. Jedynie zagłuszysz objawy, które później i tak wrócą. To nie jest depresja, to jest coś więcej.

Akceptacja i wdzięczność

W tych ciężkich momentach bardzo może przydać się ćwiczenie wyrażania wdzięczności.

Za co jesteś dzisiaj wdzięczny? Jeśli mieszkasz w Polsce, to jesteś bogatszy niż większość świata. W wielu miejscach panuje ekstremalna bieda, a ludzie żyją za 1 dolara dziennie.

Możesz być wdzięczny za to, że masz ręce i nogi, że nie uległeś żadnemu poważnemu wypadkowi, że możesz wziąć rower i pojechać gdzie chcesz, że oddychasz, że możesz widzieć kolory i piękno natury.

Regularne wchodzenie w stan akceptacji i wdzięczności sprawia, że zupełnie inaczej widzisz świat. Nie patrzysz na niego z punktu zagrożenia i strachu, ale z pozycji akceptacji, wdzięczności, radości.

Ćwiczenia medytacyjne i wybaczanie

Medytacja pozwala szybko wprowadzić się w stan relaksu, co może Ci ułatwić przejście przez ciemną noc duszy. Relaks sprawia, że Twoje ciało nie blokuje tak bardzo emocji i odczuć, które się w nim pojawiają, a to ułatwia przeżycie ich w pełni.

Praca z ciałem

Dobrze jest czasem pobiegać czy poćwiczyć. Poczytaj o metodzie Lowena, tańcu spontanicznym, chodzonej medytacji.

Smutna muzyka

Niektórzy mówią, że może Ci pomóc wznosząca (uplifting) muzyka. Dla niektórych tak, ale…

Ja, gdy doświadczam tego niskiego stanu, staram się włączyć muzykę smutną. Dlaczego? Nauczyłem sie, że gdy czujesz się źle, ale mam wystarczająco sił, by przeżyć ten stan, to po prostu wchodzę w niego, nawet jeśli wiem, że będzie trudno. Z doświadczenia wiem, że im bardziej uwalniam te trudne emocje, które we mnie siedzą, tym szybciej moje życie zmienia się na lepsze. Blokady znikają.

Smutna muzyka sprawia, że czując smutek, wchodzę w ten smutek jeszcze bardziej i, co ważne, pozwalam go sobie przeżywać. To zupełnie odwrotne od tego, co robi społeczeństwo, czyli włącza sobie muzykę tylko po to, by od tego stanu smutku uciec.

Nie będziesz uciekał od niego w nieskończoność. On wróci tak czy inaczej.

Germańska Nowa Medycyna

Od wielu lat praktykuję z wielkimi sukcesami Germańską Nową Medycynę i Totalną Biologię, które idą trochę dalej niż tylko stosowanie wdzięczności i wyrażanie miłości do ludzi czy samego siebie. Te i podobne techniki działają, pomagają Ci zmienić nastrój, ale często nie dotykają bezpośrednio sedna problemu.

Nie jestem terapeutą, ale od dawna obserwuję swoje ciało, a w dodatku przechodziłem przez ciemną noc duszy. Zauważyłem, że ciemna noc duszy to przecież praktycznie takie same objawy, jak przy depresji.

Oto moja teoria, którą sprawdziłem na sobie i zadziałała błyskawicznie.

W Germańskiej depresja związana jest z konfliktem naszego rewiru, terytorium. Można powiedzieć, że w wyniku Twojego wzrostu świadomości lub jakiegoś tragicznego zdarzenia, zmieniłeś postrzeganie dotyczące Twojego terytorium.

Jesteś już na tyle świadomy, że nie wytrzymujesz z dotychczasowymi ludźmi, masz dosyć miejsca, w którym żyjesz, swojej pracy i podobnych rzeczy. Intuicyjnie pewnie wiesz, że czas to zmienić, ale wciąż się tego boisz lub nie wiesz o co chodzi.

Jeśli czujesz, że te rzeczy naruszają Twoje terytorium, to postaraj się albo zaakceptować to, co teraz jest, albo zmienić swoje otoczenie, dopasować do nowej sytuacji.

Czasami to działa, czasem nie. Życiowe zmiany bywają ciężkie, ale jeśli mocno rezonuje z Tobą to, co teraz piszę, że ktoś narusza Twój rewir, to popracuj właśnie z tym.

Może to być szybka i długotrwała zmiana.

U mnie wyglądało to tak, że otaczałem się ludźmi, których nie lubiłem, ale nie miałem odwagi tego zmienić, więc uciekałem w podróże. Podczas podróży, regularnie, już pierwszego dnia czułem się całkowicie normalnie, bo znikło naruszenie mojego rewiru – już nie było wokół mnie osób, które to powodowały.

Nawet jeśli miałem depresję lub obniżone stany przez tydzień, dwa, to już pierwszego dnia wyprawy następowała prawie całkowita poprawa.

Zaprojektowanie swojego nowego życia

Gdy już jesteś w stanie, gdzie jest Ci trochę lżej i możesz w miarę normalnie funkcjonować, polecam ćwiczenie ustalania celów, które pomoże Ci zyskać dużo inspiracji i energii do działania.

Wiesz już, że musisz zrezygnować ze starych schematów, przyzwyczajeń itd., ale co chcesz w zamian? Do czego bardzo mocno Cię ciągnie, co chcesz robić?

Zapisz na kartce nawet najbardziej “odjechane” pomysły jakie przychodzą Ci do głowy. Nie ma znaczenia czy “na logikę” da się je wykonać. Zapisuj je nawet gdy się ich boisz.

W efekcie możesz nabrać dużej ilości energii do działania, bardzo szybko.

Żeby uzdrowić ciemną noc duszy, często wystarczy poddać się zmianom, które przychodzą. Dlatego tak bardzo polecam Germańską, która precyzyjnie pokazuje co trzeba zmienić, co narusza Twój rewir.

Oczywiście jeszcze lepszym rozwiązaniem jest – oprócz zrozumenia przyczyny – akceptacja tego wszystkiego, co narusza nasz rewir, psuje nam życie.

Ale nie oszukujmy się, mało kto potrafi akceptować wszystko wokół niego. To jest trudna sztuka. Da się to zrobić, ale wymaga to treningu i wysokiego poziomu świadomości, który dopiero się w nas budzi.

Bądź gotowy na inne, często nieproszone porady od “specjalistów”

Często ciemna noc duszy, którą przechodzisz, nie ma większego sensu dla ludzi, którzy obserwują to z zewnątrz. Dla nich powinieneś być szczęśliwy, więc spodziewaj się nieproszonych porad.

Pewnie usłyszysz “Masz doła, to wyjdź na Słońce” albo “Idź pogadaj z ludźmi”, “Weź witaminy” albo inne pierdoły od domorosłych coachów…

Tak naprawdę nie daje to żadnego rezultatu, a jedynie denerwuje, bo widać, że taka osoba nie ma zielonego pojęcia o problemie.

To jest równoznaczne z dzisiejszą medycyną, która naprawia ludzi wg jakichś losowych objawów, mimo że każdy człowiek jest inny. Tacy “doradcy” od siedmiu boleści zachowują się jak typowy lekarz, który widzi Cię pierwszy raz w życiu, działa zgodnie ze schematem i próbuje dopasować do Ciebie jakieś objawy, a potem dać tabletki.

Problem rozwiązany, od teraz jest Pan/Pani naszym klientem na następne 20 lat. Cieszymy się niezmiernie!

Moje refleksje

Ciemna Noc Duszy jest zjawiskiem, które jeszcze mało rozumiemy. Wydaje się, że przychodzi dopiero w czasie, w którym dany człowiek jest gotowy przez nią przejść. Można więc założyć, że jest to pewnego rodzaju przyspieszenie wzrostu, bo po każdym przejściu Ciemnej Nocy Duszy zaczynasz zauważać i rozumieć więcej. Można powiedzieć, że zbliżasz się do kontaktu z Bogiem (Źródłem, Duchem Świętym… nazywaj jak chcesz).

To nie jest coś, co da się logicznie opisać, a jednak ma miejsce i wpływa na tysiące ludzi na całym świecie.

Przechodziłem przez nią minimum 4-5 razy w życiu, i potwierdzam, że to pierwsze spotkanie było najtrudniejsze.

Po nim zacząłem dużo bardziej czuć, dużo bardziej akceptować i rozumieć siebie. Czułem, że mam większy kontakt z czymś “boskim”, czymś wyższym.

Kolejne ciemne noce były już lżejsze, może dlatego, że wiedziałem o konieczności pozwolenia sobie na odczuwanie całego tego smutku i “brudów”, które wtedy w Tobie się pojawiają. Już tego tak bardzo nie blokowałem, więc odeszło znacznie szybciej.

Wiedziałem, że może boleć, że mogę cierpieć, i unikanie tego tematu lub chowanie go pod dywan sprawi tylko, że ten ból będzie większy i będzie trwał dłużej.

Ciekawa sprawa. MUSISZ przejść przez cierpienie, czasami dosyć mocne, by coś w Tobie pękło i byś mógł doświadczyć, zobaczyć zupełnie inną wersję rzeczywistości, w której żyjesz.

Nie jestem jeszcze w stanie do końca zrozumieć celowości tego zjawiska, no ale jesteśmy gośćmi na tej planecie, więc skoro to zjawisko jest, to warto się jakoś z tym pogodzić.

A co się stanie gdy już zakończysz proces?

Gdy przejdziesz przez ciemną noc duszy, to będzie moment, w którym prawdopodobnie przejrzysz na oczy jak nigdy dotąd. Będziesz czuł, że odrodziłeś się jak feniks z popiołów i jesteś gotów zacząć swoje nowe życie.

Pojawi się wewnętrzny spokój i wyższe zrozumienie całego życia. Życie zaczyna mieć sens większy niż kiedykolwiek wcześniej.

Ja sam jestem wdzięczny za każde z tych doświadczeń i mimo, że były to bardzo trudne momenty, to każdy z nich zmieniał moje życie na zupełnie inne, lepsze tory. Podobne opinie możesz spotkać wielokrotnie w internecie od innych osób, które przechodziły przez to samo.

Jeśli przechodzisz teraz ciemną noc duszy – podziel się w komentarzu jak się czujesz, a jeśli już masz ten proces za sobą – daj znać jakie zmiany zaszły w Twoim życiu.

Niech MOC będzie z TOBĄ 🙂

17 myśli na “Ciemna Noc Duszy – Gdy Wszystko Wali Ci Się Na Głowę”

  1. A jak to wszystko ma się do wyznania chrześcijańskiego? Czy medytacja to też modlitwa? Jak Ty osobiście podchodzisz do zagadnienia jakim jest wiara. Czy zwiększanie poziomów świadomości i bycie religijnym idzie w parze? Czy ktoś z Was poczuł obecność Boga dzięki modlitwie, coś zaczęło dzięki temu zmieniać się na lepsze?

    1. Ciekawe pytanie.
      Ja jestem zdania (historia też to pokazuje), że religie powstały po to, by zniszczyć/przejąć uniwersalną duchowość, łączność ze Źródłem (Bogiem, Duchem Świętym – nazywaj jak chcesz), którą ma w sobie KAŻDY człowiek.

      TY jesteś częścią Boga (Źródła, które nas stworzyło) i nie potrzebujesz do tego pośredników w postaci jakiejkolwiek religii. Nie ma potrzeby tego komplikować, tak jak w historii robili to papieże, dla swoich interesów.

      Bóg jest zawsze w Tobie, bo Ty jesteś jego częścią. I nie chodzi tutaj o brodatego gościa na tronie (albo o Jezusa, który jest przedstawiany jako biały, choć zagłębiając się, powinien być przedstawiany jako czarny…), ale o istotę, z której pochodzimy, i której nie da się opisać słowami, choć można to poczuć.

      Hipoteza Gai: https://pl.wikipedia.org/wiki/Hipoteza_Gai
      Jesteśmy jednym, wielkim, połączonym organizmem.

      Poczytaj sobie o prawdziwym pochodzeniu chrześcijaństwa (oczywiście nie z popularnych stron, bo pełno tam półmózgów, którzy uznają tylko jedną, oficjalną stronę, a resztę wyśmiewają).

      Chyba tutaj Jordan Maxwell fajnie nawiązał do chrześcijaństwa, 12 apostołów, Jezusa itd., jako do kultu solarnego, kultu Słońca: https://www.youtube.com/watch?v=NFMpJZW8wIc

      Świat jest duuużo bardziej zwariowany niż się wydaje. Całe chrześcijaństwo nie było zresztą pierwsze – Jordan coś o tym mówił.

      Jedyna opcja, by jako tako tutaj funkcjonować, to bycie otwartym na to, że cały świat jaki znasz jest fałszywy i otwartość na naukę nowych rzeczy, na zmianę, nawet gdyby miały Ci wywrócić cały świat do góry nogami

  2. Nie umiem inaczej podejść do religii niż poprzez logikę. Dla mnie jest to śmieszne, że jak zmówisz taki i taki paciorek to zostanie Ci coś odpuszczone, że jak odmówisz różaniec to coś tam się stanie, wejdziesz na level pro. Gdy Twój medalik zostanie poświęcony ma większą moc. Jak nie będzie ostatniego namaszczenia masz mniejsze szanse na pójście do nieba. To wszystko kojarzy mi się bardziej z grą komputerową niż czymś logicznym. Jest o wiele więcej takich “dziwnych zależności” w religii chrześcijańskiej. Podchodząc do tego umysłem czuję się jak debil wypełniając te “osiągnięcia”. To ma mnie zbliżyć do Boga, do nagrody w postaci życia wiecznego… I don’t think so… Coś w tym jest, że kościół jako instytucja a Bóg i to co miał faktycznie na myśli przekazując swoje słowa to dwie różne sprawy. “Błogosławieni Ci którzy nie widzieli a uwierzyli” szach mat dla podejścia logicznego. Może trzeba wyłączyć myślenie i klepać te paciorki… 🙂 Swego czasu pomyślałem, że jeżeli istnieje szatan to istnieje też Bóg. Ciekawym tematem są opętania i egzorcyzmy. Ludzie mówiący w różnych językach, wypluwający gwoździe. Jedno jest dla mnie pewne , Ktoś to Wszystko stworzył bo jestem ostatnią osobą która uwierzy w BIG BANG, ziemia to kula wisząca w przestrzeni kosmicznej. Na niej tysiące gatunków owadów/zwierząt/roślin. Raj. Piękny ekosystem. To nie powstało przypadkiem… To jest pewne. A co jeśli faktycznie trzeba klepać te paciorki i wypełniać to co ksiądz mówi z ambony i bez tego przekreślimy szanse na życie wieczne… AMEN

  3. Przechodzę przez te depresyjne stany zwane “ciemną nocą duszy” od około 8 lat. Fizycznie i psychicznie nadal nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. I sytuacje losowe też są najczęściej w całkowitej ruinie. Nie mam do kogo zwrócić się o pomoc i jest przeważnie koszmarnie. Niestety transformacje umysłu nadal trwają. Przypomina to bardzo powolne umieranie,w tym kłopoty z trawieniem, ogólne bóle ciała, osłabienia, “transformacyjne wyziewy” , ja tak nazwałam te energetyczne tańce, po których często bywa jeszcze gorsze samopoczucie. Tyle lat depresji i losowych zmagań i nadal to trwa, a nawet w ostatnim czasie objawy się nasiliły. Kto nie przeszedł ten nie wie. Nie wychodzę nigdzie z domu już od lat, nie mam już tkzw. przyjaciół bo przez te wszystkie przejścia odsunęłam się nawet od znajomych. Do lekarzy nie chodzę, bo nie wiem co im powiedzieć, jednego dnia czuje się bardzo chora, a następnego może być lepiej. Rodzinie nie opowiadam o tym, bo stwierdziliby, że są to przejścia irracjonalne.
    Długo moglabym o tym opowiadać przez te lata moich przeróżnych przejść, rodzice już odeszli, mój pies w międzyczasie, a ta “ciemna noc trwa”. Medytacje, mantry, tantry, diety, joga, kursy cudów, wszystkie praktyki zaprowadziły mnie do tej transformacji umysłu i tych wszystkich przejść, które u mnie nie mają końca i to tylko mały wpis bardzo długich lat przejść,ktore niestety jeszcze trwają. Pozdrawiam

    1. Marzena, próbowałaś psylocybiny, Ayahuaski i podobnych?

      W naszym cudownym kraju są oczywiście nielegalne, bo lepiej leczyć ludzi niedziałającym syfem, ale za granicą w innych krajach często prawo jest przyjazne.

      Zauważyłem jednak, że te substancje tylko pokazują kierunek, pokazują Ci inne spojrzenie na sytuację, są narzędziem. Zmiany musisz dokonać Ty sama, w sobie. Podjąć nowe decyzje, przeorganizować swoje życie.

      Właśnie reorganizacja życia była jedną z rzeczy, które pomogły mi przejść przez te ciemne stany. Zauważyłem, że Ciemna Noc Duszy to stan, który wymusza zmianę. Czujesz, że już dłużej Twoje życie nie może tak wyglądać… tylko na co chcesz je zmienić, w jakim kierunku chcesz pójść?

      Powodzenia Marzena!

    2. Ma. Zena, piszesz w swoim poście; ” Medytacje, mantry, tantry, diety, joga, kursy cudów, wszystkie praktyki zaprowadziły mnie do tej transformacji umysłu i tych wszystkich przejść, które u mnie nie mają końca…”; Czy dobrze zrozumiałam, że medytacje itp, to one doprowadziły Ciebie do tego stanu depresyjnego? Dopytuję, bo powszechne jest zalecenie właśnie takich ćwiczeń, praktyk przy stanach depresyjnych albo nerwicowych, jako sposób na wyjście, wyleczenie tych zaburzeń. Sama zmagam się z ogromnymi stanami lękowymi, więc doskonale rozumiem co przechodzisz, i szukam jakiegoś wyjscia z tego. I teraz nie wiem czy takimi medytacjami nie narobię sobie jeszcze większego bałaganu w ciele i głowie.
      Proszę czy mogłabyś opisać dokładniej co ćwiczyłaś.
      Mam też wrażenie, że wiele osób tak gornolotnie i lekkomyślnie namawia innych ludzi do tzw. rozwoju duchowego czy przebudzenia, a to niejednokrotnie kończy się okropnymi stanami umysłu, ciała i ducha. Tylko teraz nie wiem czy Ci ludzie, co tak zapraszają na te wszystkie kursy,warsztaty itp, to robią to dla dobra innych czy dla dobrobytu własnego (bo często są to bardzo duże pieniądze,które się płaci za takie kursy) czy poprostu z niewiedzy jak to może zadziałać na inne jednostki ludzkie.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Tobie, sobie i innym zdrowia 🙂

      1. Cześć Małgoś, dodam coś od siebie.

        “Mam też wrażenie, że wiele osób tak gornolotnie i lekkomyślnie namawia innych ludzi do tzw. rozwoju duchowego czy przebudzenia, a to niejednokrotnie kończy się okropnymi stanami umysłu, ciała i ducha.”

        Bardzo często w przełomowych momentach w życiu człowieka musisz spotkać się z trudnymi emocjami, lękami, strachami. Często ten stan nazywany jest Ciemną Nocą Duszy.
        To moment, w którym tak jakby Twoja dusza zmusza Cię, byś porzuciła wszystko to, co już znasz, wszelkie stare przyzwyczajenia i przekonania, byś mogła wejść w zupełnie inny stan, dużo lżejszy, wręcz normalniejszy.

        Polecam książki “Przebudzenie” – Anthony de Mello i “Technika Uwalniania” – David Hawkins.
        Przebudzenie bardzo wiele wyjaśnia nt. tego, jak daliśmy się zaprogramować przez społeczeństwo i nieświadomie podążamy jego torami, a Technika Uwalniania pokazuje prostą, ale niesamowicie skuteczną metodę na radzenie sobie z emocjami, a więc również z depresją, lękami, fobiami, strachami – ogólnie wszelkimi tak zwanymi negatywnymi emocjami.

        Nieświadomie użyłem uwolnienia emocji w 2012 roku i w ok. 40 minut pozbyłem się “nieuleczalnego” atopowego zapalenia skóry. Dzisiaj mamy ponad 9 lat od tego wydarzenia, nie pojawiło się już nigdy.

        Świadomie użyłem go w momencie, gdy byłem w bardzo cięzkiej, kilkunastogodzinnej depresji, z której wyszedlem w 3-4 minuty, wchodząc bez limitów we wszystkie straszne, trudne stany emocjonalne, jakie we mnie siedziały.

        Masz rację, że takie zmuszanie kogoś do przebudzenia nie jest super mądre. Sam kiedyś tak robiłem, ale zauważyłem, że każdy ma swoją drogę. Nie można zmuszać, by poszedł w zupełnie innym kierunku. Ale z drugiej strony życie często samo nakierowuje na duchowość, czyli zajrzenie do swojego wnętrza.

        Przejście przez traumę, stratę kogoś bliskiego, całkowita utrata majątku i podobne – to ciekawe, bo te stany często powodują wejście w Ciemną Noc Duszy, która przeramowuje całe życie, pokazuje zupełnie inną perspektywę, ale kosztem cierpienia, którego nie bardzo da się uniknąć.

        Cierpienie uczy, ale nie trzeba cierpieć w nieskończoność. Warto w to wejść, POCZUĆ, wyciągnąć dobre lekcje i zacząć nowe życie, bo po tym przejściu wszystko może zacząć się na nowo 🙂

  4. Witaj.. dzieki że odpisałeś. Nie wiem co to jest i gdzie można dostać te psyloscybiny. Możesz napisać coś więcej o tym?
    Co do zmian to trudno w depresji ustalić konkretny cel. Może potrzebuję zmiany środowiska i pozytywnie nastawionych ludzi. Jakiejś motywacji do działania, czuję że bardzo ugrzezlam w tych energiach siedząc w jednym miejscu tyle lat.

    1. Hej. No i jak, doszłaś do jakichś wniosków po psychodelikach (to jest, jeśli ich próbowałaś?)? Czy tylko gorsza depresja? Pozdrawiam.

  5. Ok, ale ile może trwać ta ciemna strona duszy zanim proces się całkowicie dokona? Tak powiedzmy untych najbardziej opornych? Czy ktoś przez to już tak do końca naprawdę przeszedł, czy każdy idzie i raz jest lepiej, a zwykle dużo gorzej? I co ze soba robić, dokad iść, gdy normy społeczne już nie odpowiadaja, gdy nie wiadomo, jak dłużej żyć w tych narzuconych ramach i schematach… Co dalej? Skoro tak teudno zaakceptować wszystko jakim jest, a rzeczy, których unikamy, automatycznie nas ścigaja? Więc może to ma trwać przez wiele, wiele żyć, aż ktoś dojdzie to tak oświeconego stanu jak Dalajlama..? Tylko kiedy to nastapi? Może wszyscy mamy się stać Chrystusami, którym wszystko jedno, gdy zostana publicznie ubiczowani, ukrzyżowani, a i tak sobie za 3 dni wstana i pójda dalej… Nie? Więc co? Chodzi o to, by zmienić scieżkę kariery na taka, która będzie bardziej odpowiadać i powiedzmy odciać się od niektórych osób w naszym życiu i iść szczęśliwie dalej? I TO się rodziło w tak wielkich bólach? Ile lat można odczuwać tak wszechogarniajaca samotność i pustkę, zanim nastapi to połaczenie ze wszystkim? A jak nastapi, to co się właściwie stanie? Oddam komuś “ostatnia koszulę” bo będę tak intensywnie odczuwać czyjś ból? No ale wtedy to przecież zapomnienie o sobie, a czy mnie już nie będzie w tym całym systemie? A może o to chodzi, że mnie ma już w ogóle nie być jako jednostki….. W sumie gubię się w tym wszystkim…

  6. A teraz tak sobie pomyślałam….może te wszystkie osoby bezdomne, narkomani, itp., to już te osoby bardzo zaawansowane w szukaniu swojej ścieżki, niegodzace się na narzucane normy i schematy? Czy tak ma wygladać stan oświecenia?

    1. Eckhart Tolle w swojej książce “Potęga Teraźniejszości” pisze, że nie miał niczego i latami siedział na ławkach w Londynie, a jednocześnie czuł niesamowitą radość i połączenie ze światem, jakiego nie czuli wielokrotnie “bogatsi” i zabiegani ludzie wokół niego.

      To, że my ich sobie wyobrażamy jako zagubionych, biednych – to tylko nasza iluzja, etykietka, jaką im przyczepiamy. Skąd wiesz jak jest? A może właśnie przeżywają najlepsze, ekstatyczne momenty swojego życia, bo zrozumieli jakąś prawdę, przeszli jakiś etap?

      Dlaczego stanem oświecenia miałoby być bycie bezdomnym albo narkomanem?

      Kolejnym ciekawym zagadnieniem, które może trochę wyjaśnić co tutaj robimy, jest horoskop wedyjski.

      Horoskop ten z zadziwiającą dokładnością może pokazać, że takie osoby WYBRAŁY w tym życiu doświadczanie domu 12, czyli domu izolacji, samotności.

      Wiele się zmienia, gdy tylko sobie taki horoskop, mechanizm świata uświadomisz. Samo zauważenie, że to istnieje może sprawić, że będziesz już patrzeć na świat w zupełnie innych barwach.

      Sam byłem totaaalnie zdziwiony co tam zobaczyłem.

      Krótko mówiąc: jesteśmy wszyscy w grze, którą prawdopodobnie sami, na wyższym poziomie sobie wybraliśmy. A więc bawmy się! 🙂

      https://www.youtube.com/watch?v=9qfiv7wGdjo

  7. Dzięki za odpowiedź. No jeśli ktoś nie ma niczego i spędza życie siedzac na ławkach w parku, to jest bezdomny. Powiem szczerze, że ilekroć widywałam osoby nie majace niczego i spędzajace życie na ławce czy wprost na chodniku – to te osoby mi na szczęśliwe nie wygladały. Niektóre z nich były chore. Niektóre zamarzały w zimie lub umierały z głodu. No i dla kobiety to dużo bardziej niebezpieczne życie…

    Tak, wiem, że podobno wybieramy nasze życie przed “zejściem tu na ziemię”, ale kiedy już tu jesteśmy, to już wcale niekoniecznie nam się to podoba 🙁

  8. Oj przechodzę ciężko, ale pomyślałam że może być to ciemna noc duszy i wygooglowowałam, dzięki temu poczułam się lepiej z tym stanem. A naprawdę nie wiedziałam do kogo się zwrócić, nawet nie wiem czego oczekuję teraz w życiu, a było, nadal chyba jest tyle planów, ale wszystko teraz to pustka i cisza, nie wiem z kim mam porozmawiać, ale już wiem jak przez to przejść. Dziękuję 🌚

    1. Przechodziłem, więc wiem co teraz możesz czuć.

      Może coś podpowiem. Po wielu eksperymentach, to co bym zrobił to uporządkowałbym sobie sprawy tak, by mieć kilka dni wolnego, żeby spędzić trochę czasu z tym stanem. Potem, wg Techniki Uwalniania, przyjąłbym tych “negatywnych” emocji do siebie tyle, ile się tylko da. Chodzi o to, żeby z tą ciemną stroną się spotkać, bo z jakiegoś powodu ona do nas przychodzi. Spotkać, zaznajomić, zobaczyć co ona przynosi. Może wiedziesz życie, którego już wieść nie możesz, bo zmieniły Ci się priorytety czy światopogląd, ale cały czas masz wokół tą samą pracę, tych samych ludzi – krótko mówiąc coś już się nie zgrywa ze sobą?

      Wielu ludzi, którzy z tą ciemną stroną się spotykają, przechodzi często przez wielkie życiowe odrodzenie, oczyszczenie. Świat jakby nabierał wielu nowych kolorów. Dziwny, ale ciekawy stan.

      Gdy ciemna noc duszy mija, często pojawia się ZUPEŁNIE inne, nowe spojrzenie na świat. Często pełne spokoju, zrozumienia, nierzadko też radości

      Powodzenia i trzymam kciuki Eq!

      P.S. Widziałem co się dzieje, gdy pozwolisz sobie na maksymalne wejście w daną emocję, spotkanie ze strachem, dlatego tak to polecam. Z kilkunastogodzinnych ciężkich stanów depresyjnych wyszedłem w ciągu 3-4 minut. Pewnie dlatego, że to był stan, w którym nie miałem wyjścia i musiałem spotkać się z tą depresją, strachem. Ale gdy tylko to zrobiłem i świadomie sobie pozwoliłem na to spotkanie, ten stan niesamowicie szybko zaczął maleć, aż całkowicie się wyczerpał. Po 3-4 minutach nie było śladu depresji, nawet zacząłem tracić pamięć tego wydarzenia, a kolejne 2 tygodnie były pełne radości.

      Ciekawe bardzo rzeczy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *