Co byś zrobił gdybyś wiedział, że umrzesz za…

Życiowe przemyślenia

5 lat?

2 lata?

1 rok?

6 miesięcy?

1 miesiąc?

1 tydzień?

1 godzinę?

Podziel się odpowiedzią w komentarzu.

Pamiętanie o śmierci jest jedną z najlepszych metod, która pomaga w przypomnieniu sobie czego tak naprawdę chcesz od życia.

Przestajesz żyć czyimiś marzeniami, przestajesz robić rzeczy, których tak naprawdę nienawidzisz i w końcu unikasz ludzi, którzy niszczyli Cię od środka i spychali na dół…

2 myśli na “Co byś zrobił gdybyś wiedział, że umrzesz za…”

  1. Ja wiem co zrobiłam – bo to się stało w 2017 roku.
    1/ ponieważ poinformowano mnie o tym w drańskiej formie ( JESZCZE NIE ZESZŁAM Z FOTELA PO CYSTOSKOPII). Zobaczyłam nachyloną nade mną twarz lekarza, roześmianą od ucha do ucha i słowa ” No to mamy nowotwór i złośliwy”
    – moje emocje poinformowały mnie, że jestem wściekła i moge rzucić się na faceta z pięściami, ale powiedziałam tylko ( bo wychowali mnie za dobrze)
    – A skąd Pan doktor o tym wie? Pobrał Pan materiał. Tylko.
    2/ kiedy zjawiłam się w rodzinie ( mojej siostry, bo ja nie założyłam rodziny) otoczyli mnie ludzie zastanawiający się co ze mną zrobić ( a to służba zdrowia). Kombinowali aby znaleźć mi jakieś miejsce rezydentki w szpitalu ( są takie miejsca na dogorywanie). Więc – pomyślałam – bardzo chętnie już mnie pogrzebią.
    3/ w moim wnętrzu nie uwierzyłam w diagnozę, nawet gdy potwierdziły ją badania. Ja widziałam wokół mnie spisek i postanowiłam nie tyle wygrać z chorobą – co wygrać z nieludzkimi odruchami otoczenia
    GNIEW BUNT wzmagał się pod wpływam dalszych postępków:
    W dzień kiedy przyszłam na operację – cały zespól lekarski łaził po oddziale i jadł nalesniki. Była już godzina 11 ( od 7-ej). Kiedy zorientowałam się kto jest szefem ( ałaził w koszuli w kratę) powiedziałam na cały głos:
    – Jest pan nam dłużny jakąś informację. Już południe.
    Wepchnął mnie do jakiegoś pokoju i wrzeszczał, że nie jestem jego koleżanką. Nie ma zespołu – bo nie ma pielęgniarek. I moge być operowana w Poddębicach ( prywatnie? -tego sie nie dowiedziałam). Wyszłam. Chciało mi się potwornie pić. Miałam w ręku kartkę z nabazgrolonym terminem – Niedziela, godz 14 w Poddębicach)
    Cóż rzec – poszłam inną drogą poprzez spółdzielnię, wizyta prywatna u ordynatora i miejsce w szpitalu, po odczekaniu nowej kolejki.
    Nie będę omawiać detali. Tak bardzo chciałam aby nie mieli racji ( ci wszyscy bezduszni ludzie), że sama podjęłam swoje leczenie np. oczyszczenie wg dr Aszkara a potem drogą Bołotowa „Jak żyć zdrowo w niezdrowym świecie”. W tym czasie miałam jeszcze dwa zabiegi. Ale ostatnie dwie kontrole nie wykazały już śladu po raku i po zabiegu. Poza tym wybrałam sobie opiekuna duchowego – ojca Charbela. Takie sa fakty.
    ps. jeśli nie życzysz sobie, Kubo, takich obszernych wpisów, to proszę swobodnie mnie ograniczać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *