Rzucam Programowanie i Zaczynam Uczyć Się Medytacji

Po 12 latach hobbystycznej i zawodowej pracy (mniej więcej tyle czasu minęło od mojego pierwszego programu napisanego w Delphi) zauważyłem, że programowanie staje się w moim życiu balastem. Początkowo myślałem, że trudno jest tylko na początku, gdy nie znasz żadnych funkcji, nie wiesz jak to wszystko organizować i przez 80% czasu jedynie rozwiązujesz problemy.

Ale wchodząc na wyższe etapy, zbierając więcej doświadczenia zauważyłem, że historia się powtarza. Masz nowsze narzędzia (edytory kodu, lepsze podpowiadanie składni, frameworki, które rozwiązują masę problemów), ale kluczowy problem pozostaje ten sam.

Przez większość czasu pracy albo próbujesz dogadać się z maszyną, która ma Cię w d*pie (bo Cię nie rozumie), albo próbujesz tak zorganizować kod swojej aplikacji, byś Ty oraz Twój zespół miał jak najmniej problemów podczas dalszej pracy z tym kodem (bo nawet mając idealną strukturę aplikacji, problemy i tak będą).

Wiem, że często stanowisko na którym pracujesz albo obowiązki, które masz nie są dopasowane do Ciebie. Wiem, że często atmosfera w pracy ma duże znaczenie i może Cię wspierać albo dołować. Wiem, że mamy masę języków i technologii, jedne są prostsze, a drugie trudniejsze w konkretnych zadaniach (swoją drogą pracowałem sporo z JavaScriptem, Reactem i Node).

Ale za każdym razem pojawia się podobny problem. Walczysz z maszynami, jak w Terminatorze.

Technologia, jak i cała branża – trzeba przyznać, że jest ciekawa i daje ogromne możliwości. Wiele osób lubi to zgłębiać, lubi eksperymentować.

W moim przypadku szybkie tempo rozwoju + nowe narzędzia powstające praktycznie co miesiąc + dziwna pogoń za nowościami (tak jakby stare rzeczy nie działały) sprawiły, że zacząłem się zastanawiać czy to wszystko ma jakiś głębszy sens, czy tylko gonimy za kolejnymi, nowymi świecidełkami.

Mam nadzieję, że kiedyś doczekam dnia, w którym komunikacja z komputerem będzie tak swobodna, jak z Panią z warzywniaka. Ale patrząc na to, jak bardzo rozwój technologii jest dzisiaj hamowany (przykład chociażby Tesli i masy badaczy, którzy dawno mogli zmienić ten świat nie do poznania), mogę tylko powiedzieć „no to se jeszcze poczeka” – Shrek.

Jako programista zrobiłem praktycznie wszystko co chciałem. Pracowałem przy totalnie różnych projektach – od prostych stron, przez aplikacje dla dużych firm, aż po systemy, które wspomagają organizację transportu w Londynie. Poznałem świetnych ludzi, wielu z nich zmieniło pracę na lepszą.

Gdybym teraz przerwał pracę, byłbym w 100% zadowolony z tego, co zrobiłem. Przez większość czasu nie robiłem tego dla pieniędzy, szukałem natomiast jakiegoś wyższego celu.

Jakiś czas temu całkowicie zredukowałem swoje obowiązki związane z programowaniem czegokolwiek, odrzuciłem zlecenia, zautomatyzowałem co się da i wszedłem na ścieżkę medytacji, poważniej niż do tej pory. Czuję mocno, że ten eksperyment będzie udany.

Początki mojej „duchowej podróży”

Pierwszą styczność z medytacją miałem co najmniej 9 lat temu (2011 rok). Wtedy to ucząc się, potrzebowałem czegoś co pozwoli mi szybciej wchłaniać wiedzę, by nie marnować na to aż tak dużo czasu. Wiadomo, nie mamy jakiegoś rewelacyjnego programu nauczania w tym kraju, więc tym bardziej było to potrzebne.

W taki sposób trafiłem na kilka artykułów dotyczących medytacji i po kilku luźnych sesjach zostałem z nią na dłużej. Medytuję do dzisiaj.
Dało mi to ogromnie dużo. Mniej stresu, większa klarowność myślenia i wieeele innych.

Mogę śmiało powiedzieć, że medytacja otworzyła mi bramę do świata duchowego, który nierozerwalnie połączony jest z naszym światem fizycznym. Ba, jest o wiele bogatszy i daje zupełnie inne doznania, a wielu mówi, że tak naprawdę jesteśmy duchowymi istotami, które doświadczają świata fizycznego.

Taka zmiana punktu widzenia o 180 stopni, która ma dużo sensu, a w dodatku nauka coraz bardziej to potwierdza, mimo że wielu z tych zjawisk nie jest w stanie wytłumaczyć w żaden logiczny sposób.

Dalsze odkrywanie

Jak wiadomo, człowiek jest głodny przygód i doświadczeń. Moje spotkanie z medytacją było tylko wstępem do świata, który przez oficjalną naukę jest często nazywany „teoriami spiskowymi”, foliarzami, okultyzmem, wiedzą bez dowodów, paranojami itd.

Ja jednak w życiu nauczyłem się, że wierząc ludziom na słowo, szczególnie autorytetom, typu człowiek z 5-cioma tytułami przed nazwiskiem pokazany w telewizji, skończyłbym – lekko mówiąc – marnie.

Wyleczyłem sobie „nieuleczalną” chorobę skóry

Gdybym zaufał lekarzom, do dzisiaj (i pewnie do końca życia) brałbym różne dziwne maści, w tym jakieś sterydowe, które miałyby wyleczyć moją skórę, a dokładnie atopowe zapalenie skóry. Po ok. 7 latach problemów skórnych, gdy znałem już medytację, postanowiłem sprawdzić na sobie jedną z tych „wyklętych” medycyn, którą znalazłem gdzieś w internecie.

Nazywała się Germańska Nowa Medycyna, a ja byłem już w desperacji, więc w ogóle nie obchodziło mnie zdanie społeczeństwa na ten temat.

W efekcie, w około 40 minut, jako totalny amator znający tylko medytację, pozbyłem się (oficjalnie) nieuleczalnej choroby w tak intuicyjny sposób, że ja sam czułem, że ta choroba znika. Byłem przekonany, że ona już nie wróci i do dzisiaj nie ma po niej śladu (wyleczenie nastąpiło w 2013 roku).

Co ciekawe, cały proces leczenia (łącznie ze szczegółami, co stanie się z moją skórą) przebiegał dokładnie tak, jak było to opisane w artykule w internecie, który chwilę wcześniej znalazłem…

Dwóch niezależnych lekarzy powiedziało, że leczenie będzie bardzo trudne i z dużym prawdopodobieństwem będę miał tą chorobę do końca życia. Po tym samowyleczeniu byłem w totalnym szoku i w tym samym momencie nabrałem ogromnych wątpliwości co do stanu naszej medycyny.

Mając wiedzę sprzed kilku tysięcy lat, my, jako nowoczesna cywilizacja, zrobiliśmy w oficjalnej medycynie taki sam skok naprzód, jak zmiana samochodów elektrycznych (które były pierwsze) na spalinowe. Czyli ewolucyjnie cofnęliśmy się totalnie do tyłu, ale dla wielu ludzi było to zyskowne. Statystycznie, reszta ludzi nawet nie pytała, woleli oglądać 1238 odcinek Mody na Sukces…

Co tutaj znajdziesz?

Nie widzę dalszego sensu trzymania tej wiedzy tylko dla siebie. Jestem praktykiem i zazwyczaj nie lubię pisać o rzeczach, których nie rozumiem. Dlatego lubię je sprawdzać na sobie, dopiero potem dzielić się wynikami z innymi.

Z doświadczenia widzę, że wiedza związana z rozwojem świadomości, poznaniem swojego ciała i umysłu, w tym medytacje, joga, różne alternatywne metody leczenia – to jest to, czego szuka człowiek w XXI wieku i to jest to, co niejednokrotnie uratuje mu życie (wcale nie przesadzam). Chemia ani nie była, ani nie będzie długofalowym rozwiązaniem.

Żyjemy w czasach, gdzie oficjalna nauka i medycyna przeżywa totalny kryzys. Główną przyczyną jest to, że przez co najmniej kilkadziesiąt ostatnich lat jedyną prawdą było to, co powiedział ksiądz, profesor lub jakiś znany autorytet (który często jeździł na różne egzotyczne, fundowane przez korporacje wycieczki, czemu nie).

Dzisiaj, w erze informacji, ludzie (nareszcie) zaczynają sami weryfikować wiedzę i doświadczają wręcz niewiarygodnych wyników, które totalnie zaprzeczają oficjalnej, nierzadko skorumpowanej nauce (dowody na to są już niepodważalne). Spontaniczne, naturalne wyleczenia, w tym z różnego rodzaju raków, są dzisiaj faktem, a ja jestem jednym z przykładów.

Potraktujmy to jako eksperyment

Nie wiem w jakim kierunku pójdzie cały ten projekt, ale na razie czuję dużą ekscytację, bo dzielenie się tą wiedzą z Wami pomoże ją usystematyzować również w mojej głowie. Od pewnego czasu szukam głębszego kierunku w swoim życiu i cały czas jestem na etapie poszukiwań. Być może ten blog (w przyszłości też YouTube) będzie odpowiedzią na to wszystko, być może nie. Muszę spróbować.

Jestem przekonany i obserwuję to od dawna, że jeśli ludzie będą nadal rozwijać się w takim tempie jak teraz (zbyt szybko i chaotycznie) i nie zaczną dbać o swoje ciało i umysł, ich los będzie tragiczny.

Od kilku lat regularnie i mocno rośnie ilość depresji i samobójstw nawet wśród nastolatków!

Ludzie urodzeni na Ziemi, którzy przez całe pokolenia byli z nią połączeni, dzisiaj łączą się ze sobą przez smartphony i Facebooka, a do lasu chodzą tylko w grach wideo.

To ewidentnie pokazuje, że coś z tym społeczeństwem poszło nie tak i mam nadzieję, że treści na tym blogu pomogą to zmienić na lepsze.

9 myśli na “Rzucam Programowanie i Zaczynam Uczyć Się Medytacji”

  1. Marcin Kamiński

    Ceniłem Twoje kursy i sposób, w jaki przekazywałeś swoją wiedzę. Za to Ci dziękuję i cały czas zostaję z Tobą, bo widzę, że możesz mieć coś ciekawego do przekazania.

  2. Zaczynam wszystko rozumieć… Napisałem do Ciebie dziś maila, ale dopiero potem przeczytałem ten wpis. Odezwij się proszę. Chętnie porozmawiałbym z Tobą na tematy nie koniecznie programistyczne.

  3. Odkryłem ten blog kilka dni temu i ostatecznie przekonał mnie on do tego, aby zacząć inwestować w swoją duchowość i rozwój świadomości, gdyż świat jest nam w stanie zaoferować dużo więcej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.

    Już w tym momencie bardzo doceniam twoją pracę i nie mogę się doczekać rozwoju twórczości.

    Chciałem się też przy okazji zapytać, czy gdybym trafił na jakieś fajne artykuły to informować Cię o nich w komentarzach lub przez formularz kontaktowy ?

    1. Super, dzięki 🙂

      Zauważyłem, że gdy już się przebudzisz (nawet minimalnie), jest to nieodwracalne. Dopiero wtedy zaczynasz dostrzegać jak NAPRAWDĘ wygląda świat, bo całe poprzednie życie (w moim przypadku 20-parę lat, u innych niestety ponad 30-40) kręciło się wokół ego i iluzji wtłaczanych do Ciebie przez społeczeństwo i zbiorową nieświadomość.

      Przez formularz kontaktowy będzie najlepiej. Warto trzymać porządek w komentarzach 🙂

  4. Jakubie, twoje kursy dot. JavaScript bardzo mi pomogły. Od pół roku pracuję jako programista COBOL, ale pracę inżynierską pisałem z React Native, poznałem też Vue, bo myślałem że będę pracował w Vue+Laravel. Twoje filmy były naprawdę dobre, masz dar do przekazywania wiedzy. Nie widziałem ich wiele, ale pchnęły mnie na początku, by potem zgłębiać wiedzę samodzielnie. Bądź szczęśliwy niezależnie od tego co robisz. Liznąłem trochę panowania nad swoimi myślami za sprawą książki „Potęga teraźniejszości” Eckharta Tolle, potem było kilka innych np. „Sztuka istnienia” Ericha Fromma. Odnoszą się oni do buddyzmu, którego medytacja wydaje się być ważną częścią. Pamiętaj, że w życiu tak naprawdę chodzi o to żeby być szczęśliwym, niezależnie od tego co robisz. Rzadko komentuję w Internecie, ale piszę dlatego, żebyś poczuł się lepiej jeśli to przeczytasz. Wiedz, że jest wielu ludzi, którym w mniejszym lub większym stopniu pomogłeś.

    1. Dzięki Wiktor! 👍😉

      Dokładnie, szczęście na pierwszym miejscu. Kiedyś szedłem przez życie wg wtłoczonej mi do głowy zasady „ucz się i dużo zarabiaj, a resztą się ułoży”. G**** prawda, bo jeśli nie masz żadnej radości w tym co robisz, to żadna kasa Cię nie uratuje.

      Książki oczywiście polecam. Te, albo jakiekolwiek inne, które sprawią, że się czytelniku zatrzymasz, przemyślisz sprawę i zaczniesz kwestionować wszystko, co wrzucali Ci do głowy przez kilkanaście-dziesiąt lat Twojego życia.

      Czasem to będzie mocny kubeł lodowatej wody na twarz, ale… kurde, było warto 😎

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *